Ferrari z Temu

Ferrari oficjalnie zaprezentowało swój pierwszy seryjny samochód elektryczny — Ferrari Luce. Projekt rozwijano przez sześć lat, a specjalnie z myślą o produkcji modelu w Maranello powstała nowa fabryka E-Building. Stylistyka auta okazała się dużym zaskoczeniem: zamiast klasycznego supersamochodu Włosi stworzyli duży liftback o podwyższonym nadwoziu, z tylnymi drzwiami otwieranymi pod wiatr i futurystycznym designem. Za wygląd odpowiada studio LoveFrom, założone przez byłych projektantów Apple — Jony’ego Ive’a i Marca Newsona.

Luce wyraźnie różni się od dotychczasowych modeli Ferrari. Z przodu zabrakło tradycyjnego grilla, a kanały powietrzne zostały zintegrowane bezpośrednio z nadwoziem. Tył zdobią cztery okrągłe lampy inspirowane klasycznymi Ferrari. Całość uzupełniają ogromne felgi o średnicy 23 i 24 cali. Mimo dużych rozmiarów konstruktorom udało się uzyskać bardzo dobrą aerodynamikę — współczynnik oporu powietrza wynosi 0,254.

Wnętrze łączy nowoczesne technologie z klasycznymi elementami sterowania. Na pokładzie znalazły się fizyczne przełączniki, aluminiowe pokrętła oraz nietypowy zestaw wskaźników z trzema okrągłymi ekranami. Szczególną uwagę poświęcono emocjom kierowcy: elektryczne Ferrari otrzymało system wzmacniania dźwięku silników, który nie imituje pracy jednostki spalinowej, lecz wzmacnia rzeczywiste wibracje układu napędowego.

Pod względem technicznym Ferrari Luce należy do najmocniejszych samochodów elektrycznych na świecie. Cztery silniki generują łącznie 1050 KM, co pozwala osiągnąć 100 km/h w 2,5 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi 310 km/h, a zasięg sięga około 530 kilometrów. Sprzedaż modelu rozpocznie się w Europie, gdzie ceny startują od 520 tysięcy euro. Tym czasem kapitalizacja marki już rano spadła o 7%. Życzymy osiągnięcia conajmniej 70%